Otrzymuj informacje ze świata g-funku

Bądź zawsze na bieżąco z aktualizacjami na stronie i nowymi inicjatywami G-funk.eu.
Wpisz poniżej swój adres e-mail i kliknij „zapisz się”.

10 kawałków na imprezę wg Szelmy

Szelma powraca z nowym artykułem. Dzisiaj pisze o jego ulubionych g-funkowych kawałkach na imprezę. Sprawdźcie to!

10. Tha Eastsidaz feat. Kokane – Now We Lay’em Down

Zaczynamy z Long Beach. Stary, funkowy vibe w 2001? To się ceni. Mistrzowska produkcja Meecha Wellsa, pijacki refren Kokane’a – ta impreza musi się udać!

9. Dr Dre feat. Hittman, Kurupt, Ms Ro – Let’s Get High

Ten pan musiał się tu pojawić. Albumem „2001” pokazał, że przeszłość g-funku w jego osobie jest także jego przyszłością. Sample zostały zastąpione syntezatorami, ale całość nie traci nic ze swojego funkowego ducha. Zostań na tej imprezie, skorzystaj z jego propozycji i ciesz uszy.

8. Eazy–E – It’s On (187um Killa)

Diss imprezowym bangerem? Eazy, jak to człowiek-orkiestra, w pojedynkę rozkręca tę imprezę. Zresztą to nie jedyny jego numer, w którym pod płaszczykiem nawet najbardziej gangsterskiego przekazu przemyca tłustą, funkową rytmikę (choćby „Any Last Words”). Głos, flow, ale także świetna produkcja Rhythm D dopełniają dzieła. My dopełnijmy szklanki.

7. WC and Maad Circle – Curb Servin’

Najbardziej imprezowy, tytułowy zresztą numer ze świetnej płytki WC i spółki. Bit DJ Crazy Toonesa i Ice Cube’a łamie karki. Szkoda, że ekipa nie nagrała już więcej żadnego krążka. Koniec jednego był jednak początkiem drugiego – Westside Connection. Zdrowie WC and Maad Circle!

6. DJ Quik – Boom

Nieobecność na tej liście jakiegokolwiek z tracków Davida byłaby karygodna. Quik to czołowy, pierwszoligowy, imprezowy napierdalacz. „Boom” uważam za kwintesencję g funku. Bujający bit i funkowy bas, mistrzowska piszczała plus swobodny luz we flow Quika. Klasyka przez olbrzymie K. Skądinąd uważany za jeden z lepszych dissów wielkiej wojny z Eihtem.

5. E-40 feat. B-Legit, Mac Shawn – Sideways

Bay Area jest z nami! Bit z imprezowym pierdolnięciem, pierdzący bas, rozwalająca piszczała i skrecze dopełniające maksymalnego poziomu zajebistości tego numeru. Jak powyżej – klasyczne brzmienie! Frywolne, podszyte humorem linijki Fortiego, B-Legita i Mac Shawna świetnie współgrają z bitem.

4. Ice Cube feat. George Clinton – Bop Gun (One Nation Under A Groove)

Ice Cube w zacnym towarzystwie nieśmiertelnego George’a Clintona coveruje wielki funkowy hit grupy Funkadelic. George czujnym okiem (i uchem) dopilnował, by funkowa esencja lat 70. została mistrzowsko wpleciona w brzmienie złotych czasów tłustego hip hopu. Efekt? Jeden z największych imprezowych bangerów. Energia parkietów lat 70. wraca w lata 90., a przekaz niech trwa w najlepsze – na tych parkietach jesteśmy jednością!

3. Snoop Doggy Dogg feat. Nate Dogg, Kurupt, Warren G – Ain’t No Fun

Ah ten Dre… funk wylewa się z tego numeru. Napisać „klasyk” to mało. Snoop, Nate Dogg, Kurupt i Warren o swojej psiej naturze. Oprócz tego jak zawsze rewelacyjny Nate w refrenie. Z dedykacją dla wszystkich pań, które wierzą w bezinteresowność panów. Pamiętajcie, nie ma w tym żadnej zabawy, jeśli ziomy nie mają czego dupczyć.

2. Snoop Doggy Dogg – What’s My Name

Nie ma żadnych wątpliwości… Słyszana wielokrotnie  i pewnie jeszcze nieraz jedna z największych g-funkowych perełek. Sample z „Atomic Dog”, klasyczny g-funkowy clap, pierdzący bas i zajebista piszczała – trzeba oddać Doktorkowi (co lekarskie?). Świetne, totalnie wyluzowane flow Di Oł Dable Dżi – na temat tego numeru powiedziano i napisano już wszystko.

1.The Dogg Pound feat. Nate Dogg – Just Doggin’

Dla mnie to kwintesencja tego, czym jest imprezowy g funk. Wszystko tak jak należy: idealny „clapowaty” werbel, funkujący, pierdzący bas, wbijająca się w głowę piszczała i psy z mojego ulubionego schroniska na mikrofonach. Do tego jeszcze w ulubionej kombinacji! Daz, Kurupt i Nate Dogg. Plus Daz Dillinger ze swoim soczystym bujającym brzmieniem, no i z tym charakterystycznym imprezowym pierdolnięciem. Impreza lepsza być nie mogła!

 

Małe post scriptum do mojego zestawu.

Nie będę się tu rozpisywał jak bardzo trudny był wybór, ile kawałków brałem pod uwagę, o ilu zapomniałem, a ilu nawet nie słyszałem. Kolejność też nie miała w zamierzeniu jakoś super dokładnie oddawać moje sympatie, na zasadzie przewaga sympatii (a już tym bardziej jakości) kawałka „x” nad „y”. Zatem wiadomo, bez wczuty. Najważniejsze dla mnie, że nie pominąłem najważniejszych jointów.

Chciałbym też gwoli uzupełnienia oddać w tym zestawieniu miejsce trzem numerom, które pomimo może mniej imprezowego brzmienia, zawsze będą mile słyszane. Jako, że na imprezie zawsze można (czasem nawet trzeba) puścić coś nieco wolniejszego, na mniej lub bardziej krótką chwilę przysiąść, pominąć te kawałki to zbrodnia.

A więc już bez hierarchizowania.

The Click – „Hurricane”. Na dobrą sprawę można nim po prostu zacząć melanż. Idealnie wprawia w dobry nastrój. Można go równie dobrze puścić w szczytowym momencie impry i kolektywnie powydzierać ryja, wtórując refren.

„Gin and Juice” Snoopa jest idealnym przerywnikiem na tak zwanego jednego, ale również idealnym tłem do procesu napełniania baku przed długim wieczorem.

„Nuthin’ But A G Thang” – ten kawałek jest perfekcyjny na każdą, luźną okazję. Jeśli kochasz g-funk nie wyobrażam sobie, by Dre ze Snoopem nie zdołali Cię zaprosić na chwilę kanapowego czillu. Na przykład by w towarzystwie ziomów i pięknych pań skosztować tego, na czego cześć został nazwany największy g-funkowy klasyk.

Bez wątpliwości, temat najlepszych imprezowych kawałków jest we mnie zakorzeniony, zgłębiany i praktykowany od dawna. Jako że nadeszło lato, temat jeszcze bardziej przybiera na aktualności. Pamiętajcie by podczas imprezy nie tylko jeść tłusto, ale przede wszystkim słuchać tłusto!

Ostatni toast za człowieka, który swoim nieprzeciętnym wokalem uświetnił niejedną, myślę, że nie tylko moją imprezę. Bez Niego nie brzmiałoby to kompletnie.

Na Twoją cześć, Nate !